Cytat: Bo często może się okazać, że to po prostu niedopatrzenie MG, które można łatwo i szybko poprawić.
Tutaj nie sposób polemizować - wychodzi, że wkraczamy w sferę gustów/odmiennych stylów
gry i prowadzenia. Z mojego doświadczenia wynika, że ewentualne dopytanie zbyt często staje się przyczyną kłótni, by z punktu widzenia jakości sesji opłacało się łatać to niedopatrzenie "na żywo".
Nie zetknąłem się z podobnym problemem. IME najlepiej sprawdza się rozwiązanie: gracz może w dowolnym momencie zadać pytanie, nie zgodzić się z interpretacją zasad etc. Nie raz zdarzało się, że na naszych sesjach pozwalało to uniknąć poczucia krzywdy u graczy (MG kwitował komentarze krótkim "a tak, rzeczywiście" i gra toczyła się dalej).
Z drugiej strony, MG powinien być ostateczną instancją, czyli powinien "mieć zawsze rację". Nie jest to rozwiązanie idealne, ale uważam je za konieczne. Dlaczego? Dlatego, że konflikty, w których żadna ze stron nie chce ustąpić, są nieuniknione. MG czuwa nad fabułą, nieraz nad mechaniką, gracze milcząco zgadzają się, że on rozwiąże sytuacje sporne. Pytanie go o coś czy niezgadzanie się z nim jest OK. Ale jeśli MG zdecydowanie powie "koniec dyskusji, nie i już" albo "Zenek, skończ dyskusje o ostatniej imprezie", to gracze powinni posłuchać. Dobry MG nie będzie korzystał z prawa do ucięcia dyskusji w nadmiarze, ale taka możliwość powinna być mu dana.
Abstrahując od RPG: w żadnych zorganizowanych zgromadzeniach, od wielkiej polityki przez kluby dyskusyjne po zgromadzenia
sportowe nie sprawdza się rozwiązanie, że grupa decyduje o wszystkim. W najbardziej nawet demokratycznym układzie ostateczna decyzja należy (przynajmniej nominalnie) do jednej osoby. Nie widzę powodów, dla których w RPG powinno być inaczej. Bo jeśli *będzie* inaczej, i ostatnie słowo nie będzie należało do MG - pewne konflikty mogą toczyć się w nieskończoność. Gracze powinni mieć do prowadzącego na tyle zaufania, żeby pozwalać mu na "rządzenie" sesją - nie dlatego, że MG jest najważniejszy ani dlatego, że najwięcej musi się napracować. Po prostu dlatego, że w końcu jedna osoba musi podjąć decyzję, jak daleko ma być posunięty kompromis.
P.S. Na sesjach, na których jestem graczem najczęściej chyba ze wszystkich zadaję pytania, kłócę się o zasady i/lub psuję klimat dowcipkowaniem. Nie dlatego, że staram się zepsuć sesję, ale po prostu dlatego, że... no, taki charakter mam . O ile zdarza mi się obrazić na MG, kiedy mnie uciszy, obiektywnie rzecz biorąc to chyba najlepsze rozwiązanie. Wiele razy padł w tym wątku argument, że MG nie jest najważniejszy. To prawda. Ale nie można doprowadzić też do sytuacji, w której jeden-dwóch graczy jest najważniejszych.